-
Zawartość
1 343 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez Dacik
-
hmm.. np. w telewizji mozna obejrzec... chyba, że jest sie >>Mułem<<...
-
WWO - Każdy ponad każdym To jest Hip-hop... raczej nie słucham, ale teledysk zrobiony naprawdę ciekawie...
-
Udał się więc ku Nagrodzie. Droga, choć kręta i wyboista nie sprawiła żadnej trudności Marcinowi. Po przebyciu długości półtora kilometra (no może całego tora) dotarł do domu Nagrody zwanego (nie wiedzieć czemu) Siedzibą. Nagroda Nobla okazała się niezwykle urodziwą niewiastą o przepięknych, anielskich wprost zwieraczach. Widać Nagroda Nobla należała to Towarzystwa Ffilomatów i Filaretów Zwieraczy Pospolitych, Publicznych i Prywatnych (w skrócie TFiFZPPiP). Zgodnie ze zwyczajem przywitał się najpierw z panem domu. Siedziba okazał się być wysokim i potężnie zbudowanym mężczyzną o nieproporcjonalnie dużej górnej szczęce, która ułatwiała mu... W głębi stała pewna dama, zapewne siostra Nagrody Nobla - Nagroda Jobla. Śpiewała tę oto piosnkę ludową: Kiedy ranne wstają zorze, Tobie jabłko, Tobie zboże. A gdy będziem doić krowy Niech Cię nawet prosię pozdrowii. Kiedy jednak zauważyła Marcina przerwała spiewanie. Siedziba chcąc uniknąć niezwykle niezręcznej sytuacji, jaką jest jeszcze bardziej niezręczna cisza zastąpił Nagrodę w roli wokalisy... jednak jedyną piosenką jaka przyszła mu do głowy był nowy utwór IchCzech pt. "Lewatywa nie jest zła" o następującym tekście: Gąski, gąski do domu! Boimy siebie. Czego? Wilka złego! A gdzie on jest? Za lasem! Co robi? Ostrzy zęby!! Marcin, chcąc przypodobać się Nagrodom i Siedzibie, wtrącił się, śpiewając piosenkę pod tytułem "Jedzie pociong s daleka", czym wywołał niemałą kosternację wśród pozostałych zebranych - Nagroda Jobla rozpłakała się, a Nagroda, Siedzibą zwany, wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza, tłumacząc się, że wychodzi na papierosa. Nasz bohater poczuł, że zrobił coś nie tak, jednak wciąż nie docierało do nich, że kształtki zgrzewane elektrooporowo są nagrzewane przez element grzejny umieszczony przy ich powierzchni łączenia, powodujący stopienie przylegającego materiału i zgrzanie powierzchni rury z kształtką. Jednak co się odwlecze, to wpadnie pod koła samochodu. Byleby ten był zaparkowany, bo inaczej może wydarzyć się coś złego. Bo jak mawiała babcia Siedziby, "raz nad wodą, raz pod wozem". Należy przytoczyć także inne starosłowiańskie przysłowie o wyraźnym nacechowaniu lingwistyczno-moralizatorskim: "Buu". Owo wyrażenie (przysłowie lingwistyczno-moralizatorskie) często dodawało Nagrodzie Jobla otuchy. Wtem, jak z bicza strzelił nadszedł Wieczór. Wieczór był małym, karłowatym murzynkiem. Wpadł do chatki, rozejrzał się dokoła... rozwarł paszczę (wydając przy tym dziwne dźwięki w stylu: Chrhrhrhr) i obnażył przed zgromadzonymi zębiska... wszystkie trzy... po czym zaprotestował przeciwko temu, że narrator niniejszej opowieści nazwał go "murzynkiem", podczas gdy on jest stuprocentowym afroamerykaninem (amerykaninkiem?). Wytrącony z równowagi narrator wsparł się na silnym ramieniu Siedziby, który właśnie, kaszląc astmatycznie, wrócił z podwórza i oznajmił: - Wczoraj wieczorem wypaliłem swojego ostatniego papierosa! Zapomniał jednak dodać, że ów papieros wykonany był z gumy kałczukowej. Bo przeicież narrator nie jest człowiek na tyle nieświatłym, aby palić papierosy wykonane ze stopu platyny i tytanu. Następnego dnia , jak zawsze 15 każdego miesiąca Czerwony Kapturek poszedł zanieść zakupy babci. I tu narrator odstawił kieliszek... pogrążył się w zadumie - Jaki Czerwony Kapturek do cholery? Powszechnie jednak wiadomo, że pod tym kryptonimem Marcin prowadził akcję uwolnienia Zyty z rąk szyickich rebeliantów. I faktycznie... Marcin z siatką pełną przeróżnych przydasioof takich jak guma HubaBuba, pasta BlendaMend-a i jajko UberaszungAj. Były to gadżety niezwykle przydatke, przy pomocy których można była uwolnić Zytę - i to w jakim stylu: tysiąckroć lepszym niż ten, w jakim zrobiłby to Jan RamBo. [Narrator, któremu właśnie wyszły (nie pytajcie skąd) bardzo nieskładne zdania bardzo przeprasza - chodziło mu o to, że Marcin udał się wkierunku południowo-zachodnim, aby uwolnić Zytę przy pomocy tubki pasty BlendaMend-a połączonej z UberaszungAjem przy pomocy gumy HubaBuba - przyp. Korekta] W każdym razie to było dawno. Marcin akcję prowadził jeszcze za Gierka zatem akcesoria jakimi dosponował były na ówczesne czasy technologicznymi nowinkami. Skupmy się jednak na teraźniejszości. A teraźniejszość..
-
a tam ładny.... taki rozpikslowany buuu
-
Starzejesz, albo za słabo się starasz
-
Ja zapraszam na odcinek z serii: "Dobre bo polskie" Myslovitz - "Noc" Wiem że nie chcesz jeszcze spać wiem że myślisz o tym co ja że musisz zrobić coś czego nie chcesz że musisz wybrać między złem a niebem jest zbyt późno proszę śpij jest zbyt późno więc nie mów mi że ktoś się potknął i przeszedł zbyt blisko chciał powiedzieć słowo a powiedział wszystko nie bój się nie uciekaj przed snem bo sen to nic złego nic takiego nic wielkiego kiedyś przyjdą takie dni kiedyś przyjdą lecz nie dziś noc to pora nietoperzy spróbuj chociaż raz uwierzyć nie bój się nie uciekaj przed snem bo sen to nic złego nic takiego nic wielkiego Ira - "Parę chwil" Pięć po dwunastej więc pora już wstać Dzień mocno chwycić nim on złapie mnie Otwieram oczy i biorę się w garść Nie ma czym przejmować się Bo jest paru ludzi Bo jest parę w życiu dobrych chwil Bo jest parę złudzeń które warto mieć by żyć Choć raz, tylko raz, tu na ten świat Bóg nam pozwala przyjść Zawsze lepsze coś niż nic W kieszeni pusto czyli bez zmian Nie będę przecież ganiał jak pies Czy sięgnę nieba czy sięgnę do dna Wszystko do przeżycia jest Bo jest paru ludzi... Z bagażem pełnym snów Po wszystko i po nic Wyruszam dziś do nikąd znów Lecz zawsze warto iść Przez dzień do nocy, od nocy po dzień Bez planów życie to cały mój plan Mieć mogłem więcej, mam za to dziś mniej Nie bój się wystarczy nam Bo jest paru ludzi... /x2 Otwieram oczy i biorę się w garść Zamieszczony powyżej tekst piosenki jest własnością jego twórcy. Opublikowany został wyłącznie w celach edukacyjnych.
-
Udał się więc ku Nagrodzie. Droga, choć kręta i wyboista nie sprawiła żadnej trudności Marcinowi. Po przebyciu długości półtora kilometra (no może całego tora) dotarł do domu Nagrody zwanego (nie wiedzieć czemu) Siedzibą. Nagroda Nobla okazała się niezwykle urodziwą niewiastą o przepięknych, anielskich wprost zwieraczach. Widać Nagroda Nobla należała to Towarzystwa Ffilomatów i Filaretów Zwieraczy Pospolitych, Publicznych i Prywatnych (w skrócie TFiFZPPiP). Zgodnie ze zwyczajem przywitał się najpierw z panem domu. Siedziba okazał się być wysokim i potężnie zbudowanym mężczyzną o nieproporcjonalnie dużej górnej szczęce, która ułatwiała mu... W głębi stała pewna dama, zapewne siostra Nagrody Nobla - Nagroda Jobla. Śpiewała tę oto piosnkę ludową: Kiedy ranne wstają zorze, Tobie jabłko, Tobie zboże. A gdy będziem doić krowy Niech Cię nawet prosię pozdrowii. Kiedy jednak zauważyła Marcina przerwała spiewanie. Siedziba chcąc uniknąć niezwykle niezręcznej sytuacji, jaką jest jeszcze bardziej niezręczna cisza zastąpił Nagrodę w roli wokalisy... jednak jedyną piosenką jaka przyszła mu do głowy był nowy utwór IchCzech pt. "Lewatywa nie jest zła" o następującym tekście: Gąski, gąski do domu! Boimy siebie. Czego? Wilka złego! A gdzie on jest? Za lasem! Co robi? Ostrzy zęby!! Marcin, chcąc przypodobać się Nagrodom i Siedzibie, wtrącił się, śpiewając piosenkę pod tytułem "Jedzie pociong s daleka", czym wywołał niemałą kosternację wśród pozostałych zebranych - Nagroda Jobla rozpłakała się, a Nagroda, Siedzibą zwany, wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza, tłumacząc się, że wychodzi na papierosa. Nasz bohater poczuł, że zrobił coś nie tak, jednak wciąż nie docierało do nich, że kształtki zgrzewane elektrooporowo są nagrzewane przez element grzejny umieszczony przy ich powierzchni łączenia, powodujący stopienie przylegającego materiału i zgrzanie powierzchni rury z kształtką. Jednak co się odwlecze, to wpadnie pod koła samochodu. Byleby ten był zaparkowany, bo inaczej może wydarzyć się coś złego. Bo jak mawiała babcia Siedziby, "raz nad wodą, raz pod wozem". Należy przytoczyć także inne starosłowiańskie przysłowie o wyraźnym nacechowaniu lingwistyczno-moralizatorskim: "Buu". Owo wyrażenie (przysłowie lingwistyczno-moralizatorskie) często dodawało Nagrodzie Jobla otuchy. Wtem, jak z bicza strzelił nadszedł Wieczór. Wieczór był małym, karłowatym murzynkiem. Wpadł do chatki, rozejrzał się dokoła... rozwarł paszczę (wydając przy tym dziwne dźwięki w stylu: Chrhrhrhr) i obnażył przed zgromadzonymi zębiska... wszystkie trzy... po czym zaprotestował przeciwko temu, że narrator niniejszej opowieści nazwał go "murzynkiem", podczas gdy on jest stuprocentowym afroamerykaninem (amerykaninkiem?). Wytrącony z równowagi narrator wsparł się na silnym ramieniu Siedziby, który właśnie, kaszląc astmatycznie, wrócił z podwórza i oznajmił: - Wczoraj wieczorem wypaliłem swojego ostatniego papierosa! Zapomniał jednak dodać, że ów papieros wykonany był z gumy kałczukowej. Bo przeicież narrator nie jest człowiek na tyle nieświatłym, aby palić papierosy wykonane ze stopu platyny i tytanu. Następnego dnia , jak zawsze 15 każdego miesiąca Czerwony Kapturek poszedł zanieść zakupy babci. I tu narrator odstawił kieliszek... pogrążył się w zadumie - Jaki Czerwony Kapturek do cholery? Powszechnie jednak wiadomo, że pod tym kryptonimem Marcin prowadził akcję uwolnienia Zyty z rąk szyickich rebeliantów. I faktycznie... Marcin z siatką pełną przeróżnych przydasioof takich jak...
-
hmm... tajne porachunki... mafia i jej macki :twisted: <borsuk tańczy>
-
bo marudzisz... ale ostatnio Michasiek bije Cię na głowę :wink:
-
"I łan, tu, i łan tu czi cztery" also by Michalski
-
Artur Michalski & Kasia Kowalska - Idź swoją drogą Artur Michalski & Kasia Kowalska - Trzeci kadr Artur Michalski - Idziemy na jednego
-
// nie wiem... jest to tak całkiem legalne publikować teksty piosenek?
-
Udał się więc ku Nagrodzie. Droga, choć kręta i wyboista nie sprawiła żadnej trudności Marcinowi. Po przebyciu długości półtora kilometra (no może całego tora) dotarł do domu Nagrody zwanego (nie wiedzieć czemu) Siedzibą. Nagroda Nobla okazała się niezwykle urodziwą niewiastą o przepięknych, anielskich wprost zwieraczach. Widać Nagroda Nobla należała to Towarzystwa Ffilomatów i Filaretów Zwieraczy Pospolitych, Publicznych i Prywatnych (w skrócie TFiFZPPiP). Zgodnie ze zwyczajem przywitał się najpierw z panem domu. Siedziba okazał się być wysokim i potężnie zbudowanym mężczyzną o nieproporcjonalnie dużej górnej szczęce, która ułatwiała mu... W głębi stała pewna dama, zapewne siostra Nagrody Nobla - Nagroda Jobla. Śpiewała tę oto piosnkę ludową: Kiedy ranne wstają zorze, Tobie jabłko, Tobie zboże. A gdy będziem doić krowy Niech Cię nawet prosię pozdrowii. Kiedy jednak zauważyła Marcina przerwała spiewanie. Siedziba chcąc uniknąć niezwykle niezręcznej sytuacji, jaką jest jeszcze bardziej niezręczna cisza zastąpił Nagrodę w roli wokalisy... jednak jedyną piosenką jaka przyszła mu do głowy był nowy utwór IchCzech pt. "Lewatywa nie jest zła" o następującym tekście: Gąski, gąski do domu! Boimy siebie. Czego? Wilka złego! A gdzie on jest? Za lasem! Co robi? Ostrzy zęby!! Marcin, chcąc przypodobać się Nagrodom i Siedzibie, wtrącił się, śpiewając piosenkę pod tytułem "Jedzie pociong s daleka", czym wywołał niemałą kosternację wśród pozostałych zebranych - Nagroda Jobla rozpłakała się, a Nagroda, Siedzibą zwany, wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza, tłumacząc się, że wychodzi na papierosa. Nasz bohater poczuł, że zrobił coś nie tak, jednak wciąż nie docierało do nich, że kształtki zgrzewane elektrooporowo są nagrzewane przez element grzejny umieszczony przy ich powierzchni łączenia, powodujący stopienie przylegającego materiału i zgrzanie powierzchni rury z kształtką. Jednak co się odwlecze, to wpadnie pod koła samochodu. Byleby ten był zaparkowany, bo inaczej może wydarzyć się coś złego. Bo jak mawiała babcia Siedziby, "raz nad wodą, raz pod wozem". Należy przytoczyć także inne starosłowiańskie przysłowie o wyraźnym nacechowaniu lingwistyczno-moralizatorskim: "Buu". Owo wyrażenie (przysłowie lingwistyczno-moralizatorskie) często dodawało Nagrodzie Jobla otuchy. Wtem, jak z bicza strzelił nadszedł Wieczór. Wieczór był małym, karłowatym murzynkiem. Wpadł do chatki, rozejrzał się dokoła... rozwarł paszczę (wydając przy tym dziwne dźwięki w stylu: Chrhrhrhr) i obnażył przed zgromadzonymi zębiska... wszystkie trzy... po czym...
-
Nie postaram się, tylko postarzeję się... ech...
-
Udał się więc ku Nagrodzie. Droga, choć kręta i wyboista nie sprawiła żadnej trudności Marcinowi. Po przebyciu długości półtora kilometra (no może całego tora) dotarł do domu Nagrody zwanego (nie wiedzieć czemu) Siedzibą. Nagroda Nobla okazała się niezwykle urodziwą niewiastą o przepięknych, anielskich wprost zwieraczach. Widać Nagroda Nobla należała to Towarzystwa Ffilomatów i Filaretów Zwieraczy Pospolitych, Publicznych i Prywatnych (w skrócie TFiFZPPiP). Zgodnie ze zwyczajem przywitał się najpierw z panem domu. Siedziba okazał się być wysokim i potężnie zbudowanym mężczyzną o nieproporcjonalnie dużej górnej szczęce, która ułatwiała mu... W głębi stała pewna dama, zapewne siostra Nagrody Nobla - Nagroda Jobla. Śpiewała tę oto piosnkę ludową: Kiedy ranne wstają zorze, Tobie jabłko, Tobie zboże. A gdy będziem doić krowy Niech Cię nawet prosię pozdrowii. Kiedy jednak zauważyła Marcina przerwała spiewanie. Siedziba chcąc uniknąć niezwykle niezręcznej sytuacji, jaką jest jeszcze bardziej niezręczna cisza zastąpił Nagrodę w roli wokalisy... jednak jedyną piosenką jaka przyszła mu do głowy był nowy utwór IchCzech pt. "Lewatywa nie jest zła" o następującym tekście: Gąski, gąski do domu! Boimy siebie. Czego? Wilka złego! A gdzie on jest? Za lasem! Co robi? Ostrzy zęby!! Marcin, chcąc przypodobać się Nagrodom i Siedzibie, wtrącił się, śpiewając piosenkę pod tytułem "Jedzie pociong s daleka", czym wywołał niemałą kosternację wśród pozostałych zebranych - Nagroda Jobla rozpłakała się, a Nagroda, Siedzibą zwany, wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza, tłumacząc się, że wychodzi na papierosa. Nasz bohater poczuł, że zrobił coś nie tak, jednak wciąż nie docierało do nich, że kształtki zgrzewane elektrooporowo są nagrzewane przez element grzejny umieszczony przy ich powierzchni łączenia, powodujący stopienie przylegającego materiału i zgrzanie powierzchni rury z kształtką. Jednak co się odwlecze...
-
No.. mejbi... do mnie też się nie odzywa.. ale jego zdjęcia są naprawdę przedniej jakości!
-
512 to też nie dużo jak na dzisiejsze czasy, ale koszty kupienia 2 takich kości to już wydatek znacznie większy :/
-
Udał się więc ku Nagrodzie. Droga, choć kręta i wyboista nie sprawiła żadnej trudności Marcinowi. Po przebyciu długości półtora kilometra (no może całego tora) dotarł do domu Nagrody zwanego (nie wiedzieć czemu) Siedzibą. Nagroda Nobla okazała się niezwykle urodziwą niewiastą o przepięknych, anielskich wprost zwieraczach. Widać Nagroda Nobla należała to Towarzystwa Ffilomatów i Filaretów Zwieraczy Pospolitych, Publicznych i Prywatnych (w skrócie TFiFZPPiP). Zgodnie ze zwyczajem przywitał się najpierw z panem domu. Siedziba okazał się być wysokim i potężnie zbudowanym mężczyzną o nieproporcjonalnie dużej górnej szczęce, która ułatwiała mu... W głębi stała pewna dama, zapewne siostra Nagrody Nobla - Nagroda Jobla. Śpiewała tę oto piosnkę ludową: Kiedy ranne wstają zorze, Tobie jabłko, Tobie zboże. A gdy będziem doić krowy Niech Cię nawet prosię pozdrowii. Kiedy jednak zauważyła Marcina przerwała spiewanie. Siedziba chcąc uniknąć niezwykle niezręcznej sytuacji, jaką jest jeszcze bardziej niezręczna cisza zastąpił Nagrodę w roli wokalisy... jednak jedyną piosenką jaka przyszła mu do głowy był nowy utwór IchCzech pt. "Lewatywa nie jest zła" o następującym tekście: Gąski, gąski do domu! Boimy siebie. Czego? Wilka złego! A gdzie on jest? Za lasem! Co robi? Ostrzy zęby!! // postanowiłem, że nie będę przerywał wątku kulturalnego, wszak widz (tu: czytelnik) do obcowania ze sztuką wysoką ma prawo!
-
Na razie niech jest jak jest... zobaczymy jak situation sie rozwinie...
-
Jesne, tylko, żeby fotki były fajne!!
-
I tym pięknym akcentem zakończył się odcinek pt. "Problem z drukarką". Macie podobne problemy? Piszcie.. napewno ktoś Wam pomoże! (że niby taki apel na zachętę )
-
buu.. trzeba go zwerbować do redakcji, żeby artykuły kodował
-
A odnośnie tematu artykułu... może wreszcie ktoś napisze o mnie
-
No tak... jak zwykle ja... "Nie chcem, ale muszem"
-
Dlatego podzieliłem to na odcinki.... taki złoty środek?