-
Zawartość
2 864 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Zawartość dodana przez darek_dade
-
Picie do upadłego wspomagane narkotykami. Potem seks w toalecie albo w samochodzie. Czasem gwałty, gdy dziewczyny nie wiedzą już nawet, co się z nimi dzieje. Tak zabawiają się dziś nastolatki ze wsi w dyskotekach rozrzuconych po całym kraju. Dorośli albo udają, że nic złego się nie dzieje, albo wolą nie wiedzieć. Reporterzy "News-weeka" i TVP z ukrytą kamerą obserwowali szaleństwo sobotniej nocy w dyskotece Viva. Dum, dum, dum. Dźwięki basów odbijają się od chałup wioski Ciche, 15 kilometrów od Brodnicy. Dyskoteka Viva wygląda jak kosmiczny spodek tętniący rytmem techno i kolorowymi światłami. Sobota. Godzina 21. Zaczyna się zabawa. Nastolatki wylewają się z autobusów, które wlokły się przez wsie w promieniu 40 kilometrów, zbierając wszystkich chętnych. Teraz kilka szybkich piw pod sklepem, bo taniej niż w Vivie. A potem już upodlenie do dna, szaleństwo za cały nędzny tydzień, odlot od parszywej rzeczywistości. - Jak się bawi Brodnica? - słychać w głośnikach świdrujący krzyk DJ-a. - Za-je-biś-cie - odpowiada wrzaskliwym chórem Brodnica. Na stoliku obok nas ląduje ścieżka fety. 15-letni na oko chłopak nawet nie próbuje ukryć narkotyku. Szybkim ruchem wciąga biały proszek do nosa, grymas na twarzy gubi się w stroboskopowym świetle. Tuż obok jego jeszcze młodziej wyglądające koleżanki - ostry makijaż, cieniutkie bluzeczki na ramiączkach, nagie brzuchy - kleją się do innych chłopaków. Później "zrobią im dobrze" w krzakach koło dyskoteki albo wyciągną się na tylnych siedzeniach niewiele młodszych od nich volkswagenów i fordów zaparkowanych przed budynkiem. Dziewczyna w czarnej bluzce, która przez cały wieczór skakała jak opętana pośrodku parkietu, ma dzisiaj słaby dzień. Pada jak ścięta. Traci przytomność i dostaje drgawek. - Gówniara, bawić się nie potrafi. Przegięła z pigułami, debilka - komentują z obrzydzeniem koledzy. Muzyka nie przestaje grać. Kilkusetosobowy tłum podryguje dalej, tylko wokół tej na czarno robi się pusta przestrzeń. Pojawiają się ochroniarze, wynoszą dziewczynę na ławkę na zewnątrz. Zimno jak cholera. A ona leży jak nieżywa. Ochroniarze świecą jej w oczy latarką. Wywrócone białka, z ust sączy się ślina. Trzeba wezwać pogotowie. Koleżanki czekają. Drżą w chłodną listopadową noc w swoich leciutkich bluzeczkach. W końcu nadjeżdża karetka. Kogut na dachu synchronizuje się ze światłami Vivy. Lekarze pakują nieprzytomną dziewczynę na nosze bez zbędnych pytań. Jakby z góry wiadomo było, że mogło się stać tylko jedno. Ruszają do szpitala. - Jak się bawi Jajkowo? - dobiega na zewnątrz stłumiony wrzask. DJ z Vivy wciąż podkręca atmosferę. Choć bardziej podkręcić już chyba się nie da. I tak co sobotę - w tej i w setkach innych wiejskich dyskotek. Noszą wdzięczne nazwy - Acapulco, Star, Joker. Mieszczą się w byłych GS-ach, domach ludowych, rolniczych spółdzielniach. W transowych rytmach muzyki puszczanej przez uśmiechniętych DJ-ów wiejska młodzież pije, ćpa i kopuluje. A razem z nimi nawet 14-, 15-letnie dzieci. Stereotyp zepsutego miasta i konserwatywnej wsi w takich dyskotekach ginie w oparach marihuany i lejącego się strumieniami piwa. Za 5, 8, 12 złotych wstępu dzieciaki mogą na kilka godzin zapomnieć, że przyszło im żyć w gorszej Polsce. I posmakować lepszego świata. Czy raczej jego pozorów. Oazy zepsucia? A może po prostu zwierciadło, w którym odbija się frustracja i niemoc młodych ludzi ze wsi. Zdaniem dr. Mariusza Jędrzejki, pedagoga i socjologa specjalizującego się w problemach patologii społecznej, odpowiedź jest prosta: - Wiejska młodzież jest upośledzona kulturowo, socjalnie oraz ekonomicznie i dlatego łaknie rozrywek. A na wsi ich nie ma. Tworzy więc sobie substytut kultury miejskiej, a narkotyki wraz z seksem i alkoholem są wyznacznikiem bycia trendy. W miastach - gdzie pozornie młodzież ma więcej luzu - w rzeczywistości dorośli bardziej pilnują swoich dzieci. I są bardziej przeczuleni. Wciąż słyszą o akcjach przeciw sprzedaży alkoholu i papierosów nieletnim, po szkołach krążą antynarkotykowe patrole z psami, policja ściga ulicznych dilerów. Stan alertu. Na wsiach błogi spokój i cisza. Nikt nie kontroluje, nikt nie chce wiedzieć. - Rodzice się zagubili, ich recepta na życie okazała się nieskuteczna, więc nie czują się w prawie kontrolować życie swoich dzieci - mówi dr Marzena Łotys, psycholog. Na siłach nie czują się też nauczyciele, a ksiądz dla wielu młodych przestał być autorytetem. - I te wiejskie dzieci wymykają się coraz bardziej, coraz bardziej się psują - mówi dr Łotys. Dum, dum, dum, muzyka, młodziutkie ciała aż płoną z ochoty. Patrzymy, jak w kącie na wyciągnięcie ręki od naszego stolika na ostro migdali się para nastolatków, ręce chłopaka wędrują pod majtki dziewczyny. Coraz szybciej i śmielej. Dziewczynka, ma może czternaście lat, chichocze, wygląda na zadowoloną. - Vivaaa, vivaaa - drze się DJ. - Pamiętajcie, u nas nie ma adwentu. Alkohol może i nie jest niczym nowym wśród wiejskiej młodzieży. Ale nigdy wcześniej picie nie było tak bardzo pozbawione jakiejkolwiek społecznej kontroli. A do tego doszły jeszcze narkotyki. Nic zaś tak nie zwalnia hamulców, jak mieszanka alkoholu i prochów. Po takim zestawie zasady czy szacunek dla własnego ciała ulatują w próżnię. Z badań prowadzonych przez pracowników wydziału pedagogicznego Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku wynika, że z narkotykami ma kontakt już 20 procent wiejskich nastolatków (w miastach ok. 40 proc.). I, co gorsza, co roku spożycie rośnie aż o 25 procent. - Wieś odrabia dystans dzielący ją od miasta, niestety w negatywnym sensie - mówi twardo dr Jędrzejko. Tylko że nikt nie chce o tym słyszeć. Z danych, jakie posiada Krajowe Centrum do spraw Narkomanii, wynika, że na wsi narkotyki w ogóle nie występują. Oficjalnie to problem tylko miastowej młodzieży. Równie niepokojące jest inne zjawisko - w ćpaniu wiejskie dziewczynki doganiają chłopców. - Jeszcze trzy lata temu różnica między nimi wynosiła 37 procent, dziś tylko 11 - alarmuje dr Jędrzejko. Dum, dum, dum - ciała spływają potem. Jego plamy połyskują w stroboskopowym świetle na podrabianych markowych białych bluzeczkach i T-shirtach z bazarowych kolekcji, tych wszystkich "pumach", "la costach", "levisach". Dilerzy w prawdziwych adidasach, oryginalnych dżinsach i zagranicznych koszulkach odróżniają się od tłumu wyglądem i wypchanymi portfelami. Wcale się nie kryją. Łażą między dzieciakami jak kelnerzy. Na barze wywieszka: "Młodym poniżej 18. roku życia i osobom nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy". Barmanka wyćwiczoną ręką otwiera kolejne butelki piwa. W kolejce dzieciaki: 14-, 15-, 17-latki patrzą zmętniałym wzrokiem. Ale nawet tych najmłodszych i najdrobniejszych nikt nie pyta o wiek. Wojciech Rakowski, wójt gminy Zbiczno, wie, że z dyskoteką jest problem. Ale nie wie, jak mu zaradzić. Nim kontrola dojedzie do dyskoteki, powiada, czujki już uprzedzają o planowanym nalocie i w lokalu raz-dwa jest porządek. A jeśli kontrole są zbyt uporczywe, właściciel likwiduje interes i przenosi imprezę trzy stodoły dalej. - Oni stosują metodę spalonej ziemi - mówi wójt. Nic nie może zrobić, bo jest wolność i każdemu wolno prowadzić działalność gospodarczą. Dyskoteka jest zresztą radnym na rękę, bo oznacza dochody z podatków dla gminy i ruch w interesie. Latem turyści przyjadą. To nie postawią przecież znaku "dyskotekom stop". A żeby dzieci nie piły i nie ćpały, najlepiej, żeby rodzice nie puszczali ich do lokalu. Ale rodzicom jest wszystko jedno. - Albo zwyczajnie nie wiedzą, co dzieje się w lokalach takich jak Viva - mówi dr Łotys. Bo zabawa pod koniec pracowitego tygodnia jest na wsi tradycją. Tyle że kiedyś starzy i młodzi bawili się wspólnie. Dzisiaj jedni i drudzy zamknięci są w wiekowych gettach, a młodych nie interesuje, co starsi mają do powiedzenia. - Zresztą dla starszych to młodzi są ekspertami, bo chodzą do szkół, znają się na telefonach komórkowych i komputerze. Niech więc żyją, jak uważają - ocenia psycholog. Tradycyjna, konserwatywna rodzina wiejska, stojąca twardo na straży moralności, to już przeszłość. W wiosce Ciche na 500 mieszkańców tylko dziesięciu utrzymuje się z roli. Reszta dojeżdża do pracy do pobliskich Brodnicy i Nowego Miasta Lubawskiego. Z trudem wiąże koniec z końcem. - Tradycyjne wielopokoleniowe rodziny znam tylko trzy - mówi Wiesława Osmańska, sołtyska Cichego. - Reszta żyje tak jak w mieście, jedno dziecko, w porywach dwoje. Matki z ojcem po całych dniach nie ma, dzieciaki nie mają żadnych gospodarczych obowiązków. Ot, wyrzucić śmieci. Dum, dum, dum. Karolina ma już dość. - Kuuuwa, kuuuwa - powtarza co chwilę. Do Vivy przyjechała, żeby "kogoś zapoznać". Ma 17 lat, uczy się na sklepową. - I nikt mi nie podskoczy - pokazuje finkę, nosi ją w torebce. Tata jej kazał. - Córcia, ty noś coś przy sobie, żebyś mogła się obronić - powiedział kiedyś. I nóż się przydał, pocięła nim opony w aucie chłopaka. - Fiut mnie uderzył - mówi. - Ale i tak, kuuuwa, jest tutaj w porządku - mówi i zerka na stojącego obok chłopaka. - Taaa, fajnie - zagaja 16-letni Józek, ostatnia klasa gimnazjum. Zimował rok, szkoła jest głupia, teraz będzie składał papiery do zawodówki. W Vivie bawi się co tydzień: pije piwo, bierze speedy, pali jointy. Pokazuje telefon, w którym zapisał dziesiątki numerów dyskotekowych panienek. Bełkotliwym głosem chwali się, że kochał się w dyskotekowej toalecie dwa tygodnie temu. W zeszłym tygodniu też mógł, ale nie miał gumek. Ale zrobili striptiz na ulicy. Karolina z Józkiem wyraźnie przypadli sobie do gustu. Zostawiają nas i idą tańczyć. Dwa chudzielce, którym wydaje się, że właśnie zdobywają świat. Potem będą uprawiać seks. Tak właśnie rozumieją bliskość. Przy tej parze 20-letni Michał z Cichego, w czarnych sztruksach i grubym czarnym swetrze, wydaje się zgredem. Filozof. Pochylony nad butelką Tyskiego stara się przekrzyczeć dudniącą muzykę. Opowiada o kolegach z wioski, którzy jak co sobotę polują na szukające przygód małolaty. - Dziwisz się? - pyta przekornie. - Tyrają sześć dni w tygodniu po 10 godzin za 800 złotych, a potem wracają autobusem do bezrobotnych rodziców gapiących się w telewizor. Michał skończył technikum ekonomiczne. Na studia nie miał pieniędzy. Wyjechał do Niemiec, pracował na czarno w hurtowni spożywczej. - Odmroziłem sobie tam w chłodni ręce - pokazuje czerwone dłonie. Wrócił do Polski i znalazł pracę w hurtowni materiałów budowlanych. Jego młodsza siostra Kasia w ogóle nie ma zamiaru studiować. Piętnastolatka zadręcza mamę, by puściła ją na dyskotekę. Marzy o jakiejś spokojnej pracy, może w sklepie, i o chłopaku, który da jej wielkie uczucie, małżeństwo i dzieci. Beznadziejne, szare życie, z którego Michał chciałby się wyrwać. I skoro nie może dalej, wyrywa się choćby do Vivy. Raz w tygodniu ma namiastkę lepszego, kolorowego życia. Do tego joint lub amfa i przez noc kilkanaście piw. Takich jak on profesor i socjolog Barbara Fatyga nazywa szarymi. W odróżnieniu od trzech pozostałych typów młodzieży: złotych, czarnych i białych. Ci złoci to piękni, bogaci i kreatywni mieszkańcy dużych miast, idący przez życie krokiem zdobywców. Przeciwieństwem złotych są czarni: blokersi, cwaniacy, przestępcy, mafiosi, dresiarze. Są też biali: o intelektualnym zacięciu, siedzący w książkach, trochę oderwani od rzeczywistości. I szarzy - normalsi bez perspektyw na zmianę barwy. Żyją na wsiach i w małych miasteczkach, czując instynktownie, że powielają losy swoich rodziców. To przeczucie ich nie myli. W Polsce, przyznają socjologowie, społeczną pozycję dziedziczy się dziś po rodzicach. To, kim jesteś i będziesz, coraz częściej zależy od tego, w jakiej rodzinie przyszedłeś na świat. Dzieci inteligentów zostają inteligentami, dzieci przedsiębiorców tworzą zręby klasy średniej, potomkowie biednych rolników - w ogromnej większości - są skazani na wieś. - To dobre dzieciaki, bystre i inteligentne. Tyle że nie mają wsparcia - mówi Piotr Szczepański, prezes Fundacji Wspomagania Wsi. Już na starcie są w gorszej pozycji niż ich miejscy rówieśnicy. Ich rodzice znacznie rzadziej zapisują je na zajęcia dodatkowe (15 procent na wsi, 43 w miastach), tylko 8 procent gospodarstw ma dostęp do Internetu. Instytucji kulturalnych, gdzie dzieci ze wsi mogłyby po lekcjach uczyć się języków albo tańca czy robić cokolwiek innego, po prostu nie ma. Na szkołę wiejskie dzieci nie mają co liczyć. Po zakończeniu lekcji budynki natychmiast są zamykane na cztery spusty. Siłaczki można spotkać już tylko w książkach. W Cichem, w tym samym budynku co dyskoteka, jest śliczna, wyremontowana świetlica - z kominkiem, telewizorem, nawet z komputerem (bez Internetu). Tyle że nie ma jej komu prowadzić. Więc stoi zamknięta. Gminna biblioteka jest czynna dwa razy w tygodniu po dwie godziny, dyskoteka, choć raz w tygodniu, za to przez całą szaloną noc. Dum, dum, dum, przewala się przez parking pełen maluchów i rozklekotanych zachodnich aut. Przez otwarte drzwi jednego z samochodów widać, jak chłopak ze spodniami ściągniętymi do kostek miarowo porusza biodrami. Za chwilę drugi, który cały czas stał obok, klepie go po ramieniu. Teraz jego kolej, przecież się umawiali. Ta mała sama przecież tego chciała. Zresztą i tak nie będzie pamiętać. Sołtyska Cichego, Wiesława Osmańska, przyznaje, że wieś i młodzież już dawno straciła swoją dawną niewinność. - Ludzie widzieli okropne rzeczy. Kiedyś zamroczeni chłopcy sikali na zupełnie nieprzytomną dziewczynę leżącą przed dyskoteką. Coś strasznego - mówi. Wtedy zszokowani dorośli razem uradzili, że to przez narkotyki. Ale dzieci przysięgały, że nie biorą. Próbowali zainteresować sprawą policję z Brodnicy. Tam jednak nikt nie lubi się z pijanymi dzieciakami użerać. - Nie wiemy, co robić - przyznaje sołtyska. I tak polska wieś pozostaje ze swoim problemem całkowicie bezbronna. - Miasto ma swoje poradnie, organizacje pozarządowe, wolontariuszy, grupy wsparcia. Wieś nie ma nic - mówi prof. Barbara Fatyga. Tylko tę sobotnią namiastkę wielkiego świata. - I jedyne, co można zrobić, to spróbować nauczyć te dzieciaki samodzielności i mobilności - mówi Piotr Szczepański z Fundacji Wspomagania Wsi. Tłuc do głowy, że muszą sami zawalczyć o lepszą pracę, sami organizować sobie lepszą rozrywkę. - Musimy się ocknąć i zjednoczyć - przyznaje wójt Rakowski. A na koniec, jakby chciał choć trochę podzielić się poczuciem winy, pyta niespodziewanie: - A czy wy sami kiedyś dzwoniliście na policję, że małolat kupuje piwo? Dum, dum, dum.... rytm dyskotekowej muzyki zaczyna słabnąć o czwartej nad ranem. Autobusy pod Vivą już grzeją silniki. Zmęczony DJ prawie zasypia. Jakiś chłopak drzemie na stoliku. Trzaskają drzwiczki samochodów. Dzieciaki suną krętą drogą do domów. Następny bilet do raju już za siedem dni. Źródło: Newsweek
-
-
O! Specjalnie dla Sammiego porobie zdjęcia autobusów w Toronto
-
A ja na PS3 nie będe czekać i kupie sobie na święta Xboksa nowego.
-
Co jest Twojego autorstwa?
-
W tym wątku dajemy zdjęcia swoich stanowisk pracy lub/i rozrywki. Zdjęcia komputerów jak i konsole mile widziane. Ja zaczynam
-
Port Sata2 jest kompatybilny wstecz. Po zainstalowaniu dysku nie zapomnij tylko o przełączeniu dysku w tryb zgodności z SATA 150
-
Mam aparat <jupi> Zima w Toronto Zdjęcie takie sobie, ale zimowe i to się liczy!
-
Aha... to diametralnie zmienia postać rzeczy. Po za tym wierze, że jakbyś pokarmił je wyższym napięciem to by poszły te 250 MHz przy ostrzejszych timingach
-
400zł za 512 MB TCCC to trochę dużo...
-
PiS chce zmian w ustawodawstwie medialnym
temat odpowiedział darek_dade → na Bot PC Centre → PC Café
U nas też nie jest idealny, tylko po prostu mniej się wcina w życie każdego obywatela. -
PiS chce zmian w ustawodawstwie medialnym
temat odpowiedział darek_dade → na Bot PC Centre → PC Café
Jak dobrze, ze mnie to nie dotyczy -
Opinie na temat Radeon 9550
temat odpowiedział darek_dade → na Damianos → Karty graficzne i monitory
Chodzilo Ci po prostu o to, ze czerwone karty graficzne podkrecaja sie lepiej, kolor laminatu to tylko oznaka, a nie przyczyna dobrej podkrecalnosci. Tak samo po kolorze zapinek na radeonie 9800 pro mozna poznac jaki procesor grficzny zostal wykorzystany do jego budowy. -
Opinie na temat Radeon 9550
temat odpowiedział darek_dade → na Damianos → Karty graficzne i monitory
Co ma kolor laminatu karty do potencjalu OC? -
BH-5 pokazywalo rogi dopiero przy tak wysokim napieciu. Czy masz chociaz podejrzenia na jakichkosciach moge byc Twoje Adaty? Jezeli a to pamieci Samsung TCCD to wysokie napiecie nie powinno im zaszkodzic. Po za tym masz przecie dozywotnia gwarancje na swoje pamieci, wiec co za problem jak sie przy wysokim napieciu z niewiadomo jakich przycznyn zepsuja
-
Cała płytka System Of A Down Hypnotize
-
No to ładnie... ja na radeonie 9800 pro (niekręcony) miałem z tego co pamiętam niecałe 6000 punktów.
-
Mam komputer, żeby przekonać się w czym konsola jest tak na prawdę taka wyśmienita poproszę mikołaja o Xboksa 360 na gwiazdke. Zobaczymy czy moje neutralne nastawienie do konsol sie zmieni
-
No to może im trzeba zapodać 3.6V i wtedy łąskawie ruszą
-
Już płyty oparte na chipsecie nForce nie lubiły czasu dostępu wyższego niż 2.5. Tym bardziej nForce4 gryźć się będzie z wysokimi timngami. Wygrzewałeś te kości?
-
Ale ćućmok, zajrzyj topic niżej.
-
W duck tales to ja grałem na pegazusie, nintendo i na pierwszym game boyu, wypasna gierka
-
Na PCCentre będzie niedługo kurs programowania w javie BTW Jak ktoś lubi azjatki http://betanews.mm.co.kr/bbs/read.html?num=317255 http://betanews.mm.co.kr/bbs/read.html?num=317254
-
Mam większość tych numerów Poradnik rzeczywiście niezły jest