Daniel 0 Napisano 31 Sierpień 2004 "Ostatni człowiek, który nie miał Windows 95" Kto� zapukał do drzwi. Był to człowiek z Microsoftu . - No nie, to znowu ty - powiedziałem. - Przepraszam - w glosie dało się wyczuć lekkie zakłopotanie. - Chyba wiesz dlaczego tu jestem. Rzeczywi�cie wiedziałem. Kosztująca 300 milionów dolarów kampania promująca Windows'95 miała być tak efektywna, żeby przekonać każdego człowieka na planecie, że Windows'95 jest niezbędną, niemalże integralną czę�cią życia. Problem w tym, ze nie wszyscy go kupili. A dokładniej - ja go nie kupiłem. Byłem Ostatnim Człowiekiem Który Nie Miał Windows'95. A teraz ten karzełek z Microsoftu stał w drzwiach i nie przyjmował do wiadomo�ci odpowiedzi przeczącej. - Nie - powtórzyłem raz jeszcze. - Dobrze wiesz, ze nie mogę się na to zgodzić - odparł beztrosko. Wyciągnął z teczki pudełko z Win'95. - No dawaj... tylko jedna kopia. To wszystko, o co prosimy. - Nie jestem zainteresowany - powiedziałem. - Słuchaj, czy przypadkiem nie ma kogo� innego kogo mógłby� trochę pomęczyć? Musi być jeszcze kto� bez Windows'95. - Przykro mi, ale... nie! - stwierdził człowiek z Microsoftu. - Jeste� jedyny. - Chyba nie mówisz poważnie. Nie każdy na planecie ma komputer, a już na pewno nie każdy, do cholery, ma Peceta! Jedni mają Macintosche, inni pracują pod OS/2, chociaż to ostatnie to tylko pogłoska... Są ludzie, którym Windows'95 jest kompletnie niepotrzebny. Człowiek z Microsoftu wyglądał na zdezorientowanego. - Nie rozumiem o co ci chodzi? - Użyteczno�ć! - wrzasnąłem - Po cholerę to kupować, skoro nie można tego używać!? - No cóż... Nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tą użyteczno�cią - stwierdził go�ć z Microsoftu - Jedyne co wiem to to, że według naszych notowań wszyscy inni mają kopie. - Ludzie, którzy na oczy nie widzieli komputera? - Mają. - Indianie znad Amazonki? - Musieli�my zaszczepić się przeciwko malarii, ale załatwili�my to. - Amisze? - No jasne. - Co ty? - zdziwiłem się. - W jaki sposób namówili�cie ich do kupna tego systemu? - No wiesz, oni nie lubią przeciągów i wmówili�my im, że w tym pudelku jest 95 małych okienek. Chyba skłamali�my - zasmucił się karzełek. pewnie każdy pracownik Microsoftu pójdzie do piekła. No, ale nie o to chodzi - ożywił się - problem w tym, ze wszyscy mają już kopię... Oprócz ciebie! - I co z tego? - spytałem - Je�li wszyscy skaczą w przepa�ć to nie znaczy, że ja też mam skakać. - Je�li wydali�my 300 milionów na reklamę to tak! Absolutnie tak! - Nie ma mowy! - Jezu, znowu do tego wracamy - powiedział Microsoftowiec - Wiesz co? Dam ci kopie. Rozumiesz? DAM! Zupełnie za darmo. Po prostu ją we� i zainstaluj na swoim sprzęcie - pomachał przede mną pudełkiem. - Nie - jego upór zaczynał mnie już męczyć - Bez obrazy, kole�, ale ja tego nie potrzebuję. I jeszcze jedno. Zwykły system operacyjny reklamujecie niemal jak antidotum na wszystkie troski tego �wiata. Zupełnie jakby zainstalowanie Windows'ów tworzyło �wiatowy pokój, ład i porządek. - Bo miało tworzyć. - Przepraszam? - �wiatowy pokój. Oryginalny projekt to zakładał. Naprawdę. Jedna ikonka i załatwione - koniec walk, głodu, korupcji, i mafii. Proste, nieprawdaż? - Wiec, co się stało? - Cóż... Wiesz... To zajmowało dużo miejsca na twardym dysku. Musieli�my wybrać miedzy tym, a siecią Microsoft Network. Zresztą nie bardzo wiedzieli�my, jak ciągnąć zyski ze �wiatowego pokoju. - Spadaj. - Nie mogę. Zabiją mnie je�li zawiodę - wyja�nił. - Kpisz sobie ze mnie?! - Słuchaj - powiedział - sprzedali�my to Amiszom. Amiszom, rozumiesz? Teraz otwierają pudełka i i dochodzą do wniosku, że ich oszukali�my. Zostaniemy zaszlachtowani je�li kiedykolwiek pokażemy się w Zachodniej Pensylwanii. Jednak zrobili�my to. Teraz tylko TY nas wstrzymujesz. To jest upokarzające. Upokarzające dla mnie. Upokarzające dla firmy. Upokarzające dla produktu. To jest upokarzające dla Billa! - Przecież nic nie obchodzę Billa Gatesa. On wła�nie na ciebie patrzy - człowiek z Microsoftu nerwowo spojrzał w niebo - Pożyczył jeden z tych wojskowych, szpiegowskich satelitów. Specjalnie na tę okazję. Ma także jeden z tych laserów, wiesz, o dużej mocy. Zamkniesz za mną drzwi, bach, i jestem kupką szarego popiołu. - Nie zrobiliby tego - powiedziałem - Mógłby przez przypadek zniszczyć tę kopię Windows. - Bill jest całkiem niezły w obsłudze tego lasera - karzełek z Microsoftu wyra�nie się denerwował - Dobra, miałem tego nie robić, ale nie pozostawiasz mi wyboru. Jeżeli we�miesz tę kopię Windows, hojnie cię wynagrodzimy. Damy ci wyspę na Karaibach. Może być Monstserrat? - Straszna. Tam jest okropny, aktywny wulkan. - Tylko jeden i w dodatku malutki. - Słuchaj - rzekłem - Gdyby� mnie przekonał żebym wziął tę kopię, co zrobiliby�cie wtedy? Mieliby�cie cały rynek opanowany. To byłby koniec, żadnych nowych �wiatów do podboju. Co by�cie robili? Człowieczek z Microsoftu wyciągnął inne pudełko ze swojej torby i podał mi je. - Windows'95... dla zwierząt?!?!? - Jest przecież bardzo dużo zwierząt domowych - powiedział. Szybko zamknąłem drzwi. Dobiegł zza nich d�więk lasera, skowyt, a potem była tylko cisza... David Kelsen przekład: Katarzyna Kosim Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi
Dulcynea 0 Napisano 13 Październik 2004 Czemu mnie ominięto? czemu nie miałam nigdy okienka 95?łeeee.....moze to wina ze ja nie być homo sapiens? Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi
Daniel 0 Napisano 13 Październik 2004 Ja też nie miałem nigdy 95;] Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi
Geo 9 Napisano 18 Styczeń 2005 Ja również, ale nieraz miałem okazję skorzystać . Nie narzekam aż tak bardzo (z reszt± wtedy znałem się na komputerach, jak mój Chomik na błękitnym laserze)... Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi