Cat In A Bag
Użytkownicy-
Zawartość
7 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez Cat In A Bag
-
Niedawno opisywałem mój problem z komputerem w dziale poświęconym kartom graficznym. Żeby jednak nie zmuszać Was do szukania i czytania tamtego tematu przypomnę pokrótce o co chodziło. Mniej więcej trzy tygodnie temu podczas grania zawiesił mi się komputer. Niby nic, bo takie rzeczy się zdarzają, ale po restarcie PC-speaker zasygnalizował problem z kartą graficzną (mam GF6800 GS AGP, a płyta główna to KT4V firmy MSI) i tak przez pięć, może sześć kolejnych resetów, w końcu zaskoczył, chwilę popracował normalnie i znowu bęc. Potem to już była czysta loteria, potrafił działać 10 h bez zająknięcia, albo wykrzaczyć się po 10 minutach. Ze względu na sygnalizowany przez PC-speaker problem z kartą zaniosłem ją do sklepu (jest to jedyna część, którą mam jeszcze na gwarancji), zwłaszcza, że bardzo podobnie zaczynał mi się problem z kartą jakieś 4 lata temu, wtedy okazało się, że spalił się procesor na karcie, tym razem jednak nie wykryto niczego. W czasie gdy GF6800 leżał w serwisie korzystałem z poprzedniej karty (GF4200 Ti) i wszystko działało bez zarzutu, a PC nie padł ani razu, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że winowajcą jest grafika, a nie cokolwiek innego. Dzisiaj jednak po typowym zwisie zamiast brzęczeć o problemie z kartą graficzną wyświetlił mi informację o utracie ustawień biosu (dokładnego komunikatu zapomniałem zapisać, jak się powtórzy to go tu wrzucę), a potem wybrzęczał jeszcze coś innego (czego niestety nie rozpoznaję), na razie działa, ale obawiam się najgorszego, tj. że pada płyta główna. Jest to o tyle najgorsze, że nie bardzo chcę znowu kupować płyty z AGP, ale nie chcę też wymieniać karty graficznej, ani tak na prawdę proca (Athlon 1700+ to teoretycznie słabizna, ale dobrze się podkręca , i tak wiem to co przed chwilą napisałem jest niewykonalne), no chyba, żeby zainwestować w płytkę pod jakiś dwurdzeniowy i 64 bitowy, ale z AGP, nie mam w tej chwili za dużo kasy, z resztą nie dawno obiecałem sobie, że to ostatni komp jakiego kupię do grania, bo lepsze są do tego konsole . Co powinienem zrobić? Jak radzicie?
-
Krótka historia przoblemu z kartą graficzną
temat odpowiedział Cat In A Bag → na Cat In A Bag → Karty graficzne i monitory
Teoretycznie gościu wysłał to sam do gwaranta (tak przynajmniej wynika z tego co mówił), więc chyba nic nie da, że się sam pofatyguję, z resztą powiedział, że jak problem będzie dalej się pojawiał, to żeby przywieźć mu całego kompa i wtedy sprawdzi się czy to oby na pewno karta graficzna... może jak zobaczy na własne oczy co mi się tu dzieje coś z tym zrobi . -
Krótka historia przoblemu z kartą graficzną
temat odpowiedział Cat In A Bag → na Cat In A Bag → Karty graficzne i monitory
Stało się to co przewidywałem. Zawsze jak się reklamuje coś co jest "prawie popsute" tj. raz działa, a raz nie, nie są w stanie nic wykryć... W każdym razie dostałem swoją kartę z powrotem. Wczoraj nawet działała bez zastrzeżeń, ale dzisiaj znów zaczęła stroić fochy, pogrzebałem coś w BIOS-ie i na razie działa, choć nie jestem przekonany czy nie jest to dziełem przypadku, a nie tej grzebaniny. Z resztą sam już nie jestem pewien co tak na prawdę nawala, karta, czy też może płyta główna, choć ta przez ostatnie dwa tygodnie spisywała się bez zarzutu... -
W pierwotnej konfiguracji wszystko działo jak trzeba (karta, okablowanie i switch), w nowej konfiguracji teoretycznie też wszystko działa jak trzeba (pozostałe komputery współpracują z routerem na wszystkich jego portach, więc nie są winne porty), oprócz tego jednego kompa który odmawia bezpośredniej współpracy, ale działa jak między niego a router wstawię jeszcze tego starego switcha (przy czym działa kiedy switch stoi przy routerze, tj. router>krótki przewód>switch>długi przewód>PC, a nie działa gdy switch postawię przy PC-cie czyli router>długi przewód>switch>krótki przewód>PC). Czy jest możliwe żeby router miał krótszy zasięg przesyłania sygnału przez przewód niż switch?
-
Router i switch połączone są kablem (tamten PC z resztą też), to jest ta stara, przewodowa część sieci. W linii prostej odległość to z 10-15m, ale kable są z pewnością o wiele dłuższe (biegną pod tynkiem, nie jestem więc w stanie zmierzyć) ponad 30, a może nawet i 40 m jak sądzę.
-
Postanowiłem nieco przebudować swoją domową sieć. Do tej pory miałem typowy kablowy LAN: 3 kompy i urządzenie dostępowe do osiedlowego przyłącza internetowego spięte w tej chwili nieco już leciwym ośmioportowym switchem LG LH i 008. Rozbudowa miała polegać na podłączeniu kilku urządzeń bezprzewodowo za pomocą WLAN-u. Pognałem do sklepu, nabyłem router D-Linka DI-524 (WLAN + cztery porty dla LAN-u). Zainstalowałem go (switch LG odprawiłem na emeryturę), sprawdziłem sieć na moim kompie (kabel) i na PSP (radio) wszystko było cacy więc już nie sprawdzałem reszty sprzętu. Wieczorem jedno z domowników (podpięte kablem) zaczęło skarżyć się na całkowity brak współpracy sieci. Normalnie oskarżyłbym dostawcę internetu (sieci niestety zdarza się paść), trochę pobluzgał, pogroził i na tym by się skończyło, ale sam akurat w tym czasie surfowałem i net działał jak nigdy. Sprawdziłem kable - podpięte, kontrolka jakoś tylko tak dziwnie mrugała, z niską częstotliwością zapalała się i gasła (co raczej nie jest normalne, bo z reguły albo świeci ciągłym światłem, albo mruga bardzo szybko). Podpiąłem tamtego kompa bezpośrednio do netu by upewnić się czy nie padła karta sieciowa, ale sieć działała normalnie, sprawdziłem też co się stanie jak podepnę go do innych gniazd na routerze, ale nie to stanowiło problem. Posunąłem się więc do ostateczności (czyli czegoś najmniej logicznego), podpiąłem do routera switch, a do switcha tenże komputer i... cud, działa. Najzabawniejsze jest jednak to, że gdy przeniosłem switch do pomieszczenia z tamtym kompem (na drugim końcu domu) i podłączyłem w zasadzie tak jak poprzednio, tylko, że switch nie stał przy routerze, a przy kompie sieć nie działała. Czym może to być spowodowane? (Wiem, że opis jest nieco zawiły, ale nie jestem w stanie tego wyłożyć bardziej łopatologicznie)
-
Jakieś pół roku temu kupiłem nową kartę graficzną. Jako, że mam starszą płytę główną z AGPx8 zmuszony byłem kupić GF 6800, ale to w zasadzie nie jest tematem mojego posta. Jakieś półtora tygodnia temu coś zaczęło się sypać... Komputer zawieszał się, albo w ogóle wyłączał mi się obraz, a przy próbie restartu PC-speaker informował o problemie z kartą graficzną (zanim zaskoczył i ruszył musiałem go restartować nieraz kilkanaście razy), ale ponieważ ogólnie komputer normalnie uruchamiał się i działał moje podejrzenie padło na zasilacz, albo na nieco bardziej trywialne przegrzewanie się blaszaka. Jako, że zasiłkę miałem zmienić już od dłuższego czasu (350 W codegenu jakby na to nie patrzeć to straszny szajs) popędziłem do sklepu i kupiłem 450 W be quiet-a, a do tego duży wentylator na boczny panel, żeby zrobić wszystko już tip top. Tym razem podpinając grafikę wykorzystałem wbudowany w zasilacz przewód PCIe zamiast przejściówki od karty (którą, co za chwilę będzie ważne dla całej opowieści zostawiłem przy codegenie). Komp jak się łatwo domyśleć nadal fiksował więc wykręciłem grafikę, wrzuciłem poprzednią kartę (GF 4200Ti), żeby upewnić się, że winna nie jest płyta główna (naturalnie teraz działało). Następnego dnia zapakowałem jak się wydawało wszystko do pudełka i zawiozłem do sklepu. Miałem lekkie obawy czy nie będzie truł o dowód zakupu, który spryciarz wydrukował na światłoczułym papierze, a ja się połapałem, że coś jest nie tak jak już go nie było widać (choć naturalnie skaner i dobry program do obróbki obrazu pozwoliły mi go odzyskać). Na miejscu okazało się, że nie przywiozłem tej przejściówki, napomknąłem o zmianie zasilacza i o tym, że musiałem ją zostawić przy starym, i że dowiozę mu ją jeśli jest konieczna do przyjęcia do serwisu. Naturalnie do serwisu karty jeszcze nie przyjął, powiedział, że jak wszystko będzie to dopiero ją weźmie. No dobra jak mus, to mus następnego dnia zapakowałem już wszystko i pognałem znowu do kolesia. Na miejscu gościu zapytał się mnie czym zasilałem kartę jeżeli przejściówka została przy starym zasilaczu (ale skubaniec pamiętliwy...). No to mu mówię, że na zasiłce miałem dedykowany przewód, a on na to, że "mamy już winowajcę spalenia karty". Pytam się go więc jaka jest różnica... napięcie to samo, kształt ten sam, nawet na pudełku stoi, że do zasilania układów graficznych. On mi na to, że wcale napięcie nie jest to samo, a jak dają przejściówkę to po to żeby jej używać i dalej mi się upiera, że to wina podłączenia, trochę przycichł jak mu powiedziałem, że karta pada od kilku(nastu) dni, a zasiłkę mam od dwóch (choć wcale nie jestem pewien czy uwierzył). Tak czy inaczej kartę przyjął. I tak przechodzimy do sedna sprawy, niezależnie od tego jaka była przyczyna awarii, czy jak już dostanę kartę z powrotem to powinienem spiąć ją przejściówką czy podpiąć kabelkiem z zasilacza? I czy gościu miał w jakimkolwiek stopniu rację, że takie podpięcie mogłoby uszkodzić kartę? (Coś tam o komputerach wiem i gdyby nie rozmowa z gościem nie miałbym żadnych wątpliwości, że przewód z zasilacza lepszym jest i stabilniejszym rozwiązaniem, ale teraz to już sam nie wiem...)